Star Wars: Battlefront 2, Beta

„Kontynuacja najlepiej sprzedającej się gry w uniwersum Gwiezdnych Wojen!” – huczą basowe głosy o tej produkcji ze stajni Pandemic. Nie jest to na pewno w żadnym stopniu wierutna bzdura, bo to najświętsza prawda, ale zastanawiam się, czy Star Wars: Battlefront był aż taki zły, żeby jedyną jego reklamą była zdobyta przez niego popularność? Czy może dożyliśmy już czasów, kiedy bezmózgie masy kupują to, co kupili inni, a jedyną wyznawaną przez nich filozofią przy wyborze przedmiotu, na który wydadzą ciężko zarobione pieniądze, jest: „miliony much wcinają kupę – nie mogą się mylić!”? Przyszło nam żyć w ciekawych czasach…

– .qam: Czasy rzeczywiście ciekawe, natomiast czy aby ten tajemniczy “bestelling” nie tkwi w multiplatformowości tytułu? Chociaż na jedno wychodzi, bo użytkowników PS2 praktycznie jak much… Zostawmy temat i asertywnie załóżmy że SWBF miało moc.

Z betą sequela Battlefronta zetknąłem się przypadkowo, w trakcie przeglądania jednego z zagranicznych forum. Swoim zwyczajem wcisnąłem F5, aby odświeżyć listę topiców, aż tu nagle wyskoczył mi wielki, walący po oczach temat „Star Wars Battlefront 2 Beta – for free!”. Nie trzeba było czekać długo, abym z błyskiem w oczach rzucił się na linka. Niestety troszkę się zmartwiłem, kiedy moje biedne, przekrwione źrenice przepuściły informacje: sorry man, to fileplanet.com, trzeba będzie poczekać w kolejce. No cóż, klikam: signup, dostaję CD-Keya, mogę ściągnąć. Dochodzę do miejsca, w którym muszę wybrać serwer i… nie wierzę – czekało mnie AŻ zero minut czekania w kolejce. Najwyraźniej plik rozpocząłem ściągać jeszcze zanim inni maniacy rzucili się na niego jak na chleb. Zadajmy sobie pytanie: czy ta historia może dobrze się skończyć? Oczywiście, że nie! Mniej więcej z 80% ściąganie zostało przerwane ze względu na przeciążenie serwera. Niestety, nie ominęły mnie kolejki…

Po niecałych trzech godzinach ściągania (+ 40 minutach czekania w kolejce, normalnie jak za komuny…) postanowiłem dokonać dokładniejszych oględzin jedno-gigabajtowego pliku instalacyjnego. Najpierw go dokładnie powąchałem, dotknąłem (miałem problemy ze spróbowaniem), po czym stwierdziłem, iż świetnie nadaje się do dwukrotnego kliknięcia lewym przyciskiem myszy. Instalacja przebiegła szybko i sprawnie, co ciekawe najnowsza gierka sygnowana logiem LucasArts’u zajmowała niewiele ponad 1800 megabajtów (co raczej normą nie jest). Niestety, jak to bywa z betami, na tym się moja podróż po maśle skończyła i wszedłem w głębokie bagno, do tego – zapewniam – nie pachniało fiołkami.

– .qam: Powiedzemy sobie szczerze Prabab. Kogo tak naprawdę obchodzą twoje przeżycia związane z instalacją? 🙂
– prabab: Wolisz moje fascynujące przeżycia związane z instalacją, czy opis pogody w Piździkowie Mniejszym? Ha!? 😉
– .qam: Czyli nalałeś bezsensownej wody bo ci konkretów brakło? 😛

Po przeminięciu w cudowny sposób fade-in-i-out-ujących znaków firm odpowiedzialnych za powstanie programu, który przyszło mi testować, moim oczom ukazało się menu. Długo próbowałem rozgryźć, w jakim jest napisane języku – większość opcji wyglądała jak coś w stylu „int.game.opts.vols”. Powiedziałem sobie >trudno< i starałem się po omacku dołączyć do jakiegoś serwera, w celu wybadania jak gra wygląda w akcji.  Po chwili nieudolnego klikania na prawie że losowe napisy, zrezygnowałem i wróciłem na pulpit winzgrozy.

– .qam: Ja komendy programistów które i również moim oczom się ukazały potraktowałem pobłażliwie. Napis „BETA” do czegoś zobowiązuje prawda? Jednak zapomniałeś dodać, że owo menu zostało zupełnie przekonstruowane. Tak więc tym razem zamiast konsolowego układu dla osobników o ilorazie gotowanego kartofla mamy profesjonalną kopię tego co sprawdziło się w Battlefieldzie. Nareszcie!
– prabab: Patrząc na to jednak z drugiej strony, nie jestem pewien, czy przypadkiem profesjonalni “krytycy” nie spostrzegą tego jako plagiat xD.

Mój wrodzony fart jednak pozwolił mi dosłownie po chwili trafić na stronę, gdzie był ten błąd opisany – po prostu trzeba zmienić język w ustawieniach regionalnych na angielski. Gra stanęła przede mną otworem…

Z początku poczułem się trochę zdezorientowany, mimo że w pierwszego Battlefronta grałem prawie nałogowo. Trafiłem, od razu z grubej rury, na mapkę z akcją umiejscowioną w przestrzeni kosmicznej, z czym to wcześniej nie miałem okazji się spotkać. Ekran wyboru strony po której dane będzie mi zaraz walczyć jest o tyle beznadziejny, że nic nie daje. Nie masz wyboru. On wyświetli ci tylko informacje, która drużyna ma mniej graczy i pozwoli skorzystać z opcji Auto Assign – zawsze umieszczającej Cię w tej drużynie, do której za żadne skarby nie chciałeś trafić. Zawsze jeszcze możesz walnąć enter, ale to i tak zaowocuje wywołaniem ałtoasigna – tylko inaczej.

Takim oto nieszczęśliwym sposobem, ja, taki wielki imperiał, trafiłem na Mon Calamariański krążownik, aby walczyć pod egidą perrrrfidnych rebeli. Lepsze to niż nic, więc postanowiłem zająć się testowaniem gry na poważnie.

Skończmy może opisywanie naszych niezwykłych przygody z nowym Battlefrontem, a przejdźmy do konkretów: trzy mapy, cztery strony konfliktu występujące w dwóch przedziałach czasowych (Wojny Klonów oraz czasy terroryzmu perrrrfidnych rebelii), po sześć klas każda + jednostka specjalna, w którą wciela się jeden losowo wybrany gracz (indywidualna dla każdego pola bitwy, mistrz Yoda na Tantive IV, Obi-Wan Kenobi na Utapau). Ta klasa specjalna jest w sumie bardzo ciekawym urozmaiceniem, zwłaszcza w nudnym, zazwyczaj, jak flaki z olejem FFA.

– .qam: Nudnym, cóż za świetnie dopasowane słowo! Ale nie tylko do FFA ale i całości, niestety.
– prabab: A próbowałeś grać inaczej niż FFA? To jakieś klany SWBF2Beta już są, czy co? xD

Nagle słychać mrożący krew w żyłach głos .qam’a zza grobu…

Niewątpliwie Prababowa przygoda była dobrym złego początkiem. Dla nierozgarniętych, sequel Battlefronta na mnie wrażenia nie zrobił. Jednak żeby moi anty-fani amatorszczyzny zarzucić mi nie mogli postaram się wspomnianą “cienkość” bety rozłożyć na czynniki pierwsze.

– prabab: Yeah! Już niedługo będziemy musieli rozkładać na czynniki pierwsze nawet najgorsze fekalia, babrając się przy tym po kostki. Czy to nie nastraja optymistycznie? A beta i owszem cienka jest, ale żeby na niej psy wieszać?
– .qam: Szkoda psów, powieśmy gumowe kurczaki!
– prabab: Próbowałem – ale uciekały :(.

Zacznijmy od najprostszego, czyli grafiki. Tutaj kłania się oczywiście lenistwo twórców i multiplatformowość tytułu. Oczywiste jest, że dostajemy dokładnie to samo, co posiadacze konsol, włączając w to również brzydkie tekstury, słabiutką geometrię i niespecjalne efekty specjalne (paradoks?). Najprościej rzecz ujmując, Battlefronta numer 1 z nowymi mapami i modelami. W tym momencie powinienem napisać sztampową regułkę w stylu: “…jest to jednak beta i sądzę że do czasu premiery twórcy jeszcze dopracują ten element…”. Co mam jednak zrobić, jeśli LucasArts ma zamiar dany tytuł wydać za niespełna miesiąc? Nie pozostaje mi niestety nic innego jak siarczyście przeklnąć pod nosem, wytykając panom z Pandemic zwyczajną ociężałość.

– prabab: Gadasz… Geometria jest całkiem ładna, zwłaszcza na Tantive – problem tylko tkwi w tym, że jej w ogóle nie widać, ze względu na genialne białe tekstury. No ale cóż, jeszcze nie widziałem, żeby gdziekolwiek i komukolwiek udało się realistycznie i ŁADNIE przedstawić biały plastik… Inne tekstury też najwyższej jakości nie są, chociaż wiele może się zmienić. Widziałeś tą kamienną podłogę na Utapau? Jest sliczna xD…
– .qam: Gdybym się na tym znał to bym ci wytopił taki biały plastik że aż Byś skakał z radości, co oczywiście nie zmienia faktu że Pandemic tego nie potrafi. Natomiast taką kamienną podłogę to już w Unrealu widziałem, a geometria rodem z konsoli. Normalnie powrót do przeszłości.

Oprawa dźwiękowa trzyma poziom… Oczywiście poziom marnej grafiki (żeby ktoś nie pomyślał, że jest aż tak dobrze). Pomijam już osłuchane od dawna i ostatecznie nijakie odgłosy broni, statków czy kroków. Jednak już komunikaty głosowe od naszych dowódców, informujących nas chociażby o stracie Spawn-pointa wołają o pomstę do Jody. Hmmm, LucasArts kierując się swoją dziwną polityką (o zabijaniu i wskrzeszaniu Maxa i Sama nie wspomnę nawet) zapragnął z Battlefronta 2 stworzyć niskobudżetówkę? Przepraszam, być może jestem zaślepiony swoim pierwszym-złym-wrażeniem, ale takiego lektora nie powstydziłaby się nawet “Warszawka Racer”. Aby już zakończyć tę katorgę dodam, że być może jest to efekt zabiegów mających na celu zmniejszenie instalatora (tak, też sam w to nie wierzę). Muzyka? Muzyka jest i to jak zwykle, Williamsowska więc złego słowa nie powiem. Dopiszę tylko pomruki Prababa że do akcji niedopasowana, aby Mu komentarz ukrócić.

– prabab: Osz ty! Muzyka jest dobra, ale – jak już powiedziałeś, że ja powiedziałem – niedopasowana do akcji. Aż mnie skurcze przepony biorą, kiedy w środku bitwy na Utapau słyszę w tle kawałek sugerujący, że właśnie podziwiam Jar Jara i jego wspaniałe uszy. Ale dźwięków nie wiem czemu się czepiasz. Są klasyczne Star Warsowe… No cóż, faktycznie wyraz “klasyczne” może wskazywać w pewnym stopniu na archaizm, lecz co ty byś zrobił? Wstawił tam dźwięki topienia gumowej kaczuszki w 10 wersjach?
– .qam: Wolałbym dźwięk topionego lektora w 10 wersjach 😀
– prabab: Wszystko da się załatwić :>

Pierwsze dwa akapity każdy mógł przeczytać z przymrużeniem oka myśląc sobie, że padło mi na mózg i znęcam się nad oprawą wersji beta. Teraz jednak wyjeżdżam z ciężką artylerią, dzięki czemu zadam ostatni śmiertelny cios Battlefrontowi (szyderczy śmiech) [.qam, ależ artyleria nie strzela ostrą amunicją! – dop. prabab]. Mianowicie chodzi o grywalność, a właściwie jej brak. OK, powiedzmy, że jakieś jej zalążki są, ale zdecydowanie niskich lotów.

– prabab: W tym przypadku popieram, chociaż to się naprawdę rzadko zdarza. Nowy Battlefront pod tym względem prezentuje się nader nieciekawie. Nie zaprzeczę jednak, że misja latająca złapała mnie za serce… Zresztą, to samo pewno zrobi z każdym innym fanem TIE-Fightera (ta gra jest nieśmiertelna – dop. ja sam). Z drugiej strony nawet fajnie jest walić wszystkim headshoty bez większego namysłu, a potem czytać jak cię wyzywają od cheaterów :).
– .qam: Mnie to całe latanie złapało raczej za pęcherz :). Jak widzę te Twoje brednie powyżej, to mam ochotę krzyczeć o gwintówkę by zestrzelić tą makówkę. Nie godzi się porównywać legendy do takich marnych popłuczyn Rogue Squadron’u. Więc zamilcz na wieki! 😛 (BTW skąd masz te czity? xD)
– prabab: No i widzicie, chcą mnie odstrzelić, bo znalazłem w tej grze coś, co wyróżnia się pozytywnie… :P. A czity kupiłem u Wani za czypieńdziesiąt + VAT.

Nie wiem jak to się dzieje, ale przy komputerze nie trzymało mnie zupełnie nic. Jak to możliwie jeśli w tytule mam jak wół “Star Wars” wypisane? Teoretycznie mamy tutaj wszystko, co potrzebne: blastery, klony, X-wingi i całą Gwiezdno-Wojenną otoczkę. Czemu więc w ostatecznym rozrachunku od monitora wieje nudą tak, że grać w czapce (z pomponem) musiałem? Odpowiedz nasunęła mi się po ok. 5 sec. intensywnego dumania. Problem tej bety polega na niesamowicie beznadziejnym gameplay’u. Oryginalności zero, design map kiepski, bitwy w kosmosie mało ciekawe, movement “na nogach” denny, konsolowatość na każdym kroku, a na końcu iście kosmiczne pingi. Gdyby nie mój dobry humor wyliczałbym jeszcze długo. Jednak twórcy powinni liczyć się z taką (moją) reakcją, jeśli podają mi odgrzewanego bez finezji kotleta.

– prabab: “Oryginalność” to by była, gdybyśmy musieli biegać pluszowymi misiami i walczyć na kabanosy. Design map – owszem bez klimatu, ale z technicznego punktu widzenia poprawny. Mi się bitwy kosmiczne podobały, więc nec gustus dyskutusus. Poruszanie się ma zadatki aby być fajnym, lecz niewidzialne ściany oraz kiepskawy system kolizji wszystko masakratyzuje bez litości – gdyby chociaż postacie poruszały się troche WOLNIEJ! Rozgrywka to bieganie w kółko z nadzieją, że wróg pierwszy przestanie robić to samo i ustawi się w dogodnej pozycji do wpakowania mu serii w hełm. I ja miałem normalne pingi w okolicach 70 :). Właśnie! Jak ty chcesz w finezyjny sposób odgrzewać kotleta? 😀
– .qam: Kiepskawy system kolizji? Oceniasz go aż tak dobrze? Spróbuj sobie poskakać na pomostach w hangarze na Utapau :P. Jeśli chodzi o finezyjne odgrzewanie kotleta to zeskrobanie starej panierki (czyt. oprawy) nieraz czyni cuda :D. Gameplay ewidentnie leży i kwiczy prosząc o litość.

Tylko niech mi nikt nie mówi “to tylko beta”. Po pierwsze, Lucas wypuścił ją zaledwie naście dni przed premierą i logiczne jest, że jest to zwyczajny chwyt reklamowy. Po drugie, w zwyczaju mam, że nad każda, chociażby najbardziej zabugowaną wersją testową siedzę z wypiekami na twarzy. Zresztą sam wyraz “Star Wars” jest dla mnie wystarczającą rekomendacją. Kończę jednak moje wywody, bo zaraz mogę skończyć marnie w paszczy rozwścieczonego Prababa który już się zbliża…

– prabab: No właśnie – i dochodzi do tego, że mimo wszystko gierkę kupimy, bo taki nasz zwyczaj. Chore, nieprawdaż?
– .qam: Pożyczysz mi ok. 150zł? xD
– prabab: Niestety, wydałem wszystko na nową kartę :). [dźwięk zamykanej paszczy] Gdzie jest wykałaczka?

Pisali i komentowali:
Prabab oraz mroczne widmo .qam’a

Przyłącz się do konwersacji

2 komentarze

  1. gdzi sie kurva to pobiera

    wybaczcie jak muwie ale szukam to od 3 dni bez pszerwy i nic dupa
    jak ktoś zna strone prosze napisac bende bardzo wdzinczny

  2. Jeżeli ktoś może mi pomóc? Kiedyś grałem w battlefront 2 ale płyta mi się zniszczyła. Potem kupiłem nową. A teraz mam problem. Jak chce wejść an server to pisze mi o jakimś kodzie CD. Jak by co mam pełną wersje gry.

Dodaj komentarz

Leave a Reply