Renesans grania

Mój dobry znajomy do znudzenia powtarza hasło: „renesans grania”. Chodzi oczywiście o powrót wielkich wydawców i gier na platformę PC. Ciężko mi się zgodzić z tym stwierdzeniem. Ale nie mogę zaprzeczyć, że faktem są pewne znaczące zmiany na growym rynku komputerów osobistych. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu zjawisku, zwanemu renesansem.

Głównym argumentem, mającym potwierdzać odrodzenie pecetowego grania, są konwersje hitów z konsoli. Oczywiście o ile da się X360 nazwać konsolą. Wielkie gry takie jak Gears of War i Viva Pinata zmierzają galopem w kierunku naszych Windowsów, dołączając tym samym do wydanego ostatnio Lost Planet. Polityka wydawnicza takich firm jak Microsoft i Capcom sugeruje, że liczący się gracze ponownie dostrzegli kasę w pecetach.

Jednak czy aby na pewno jesteśmy świadkami rewolucji? Na komputery od czasu pierwszego Tomb Raidera pojawiają się kasowe konwersje bestsellerów z konsol. Czy banalnie prosty i szybki proces zmiany platformy z X klocka na PC można nazwać renesansem? Zarówno Tryby Wojny jak i Pinata sprzedały już odpowiednią ilość maszynek do grania Microsoftu – teraz mogą wycisnąć trochę grosza od graczy niemających konsoli.

Bill Gates wyprzedaje swoje gry sygnowane znakiem „only on xbox”. Jednak autorzy pecetowi wcale nie są gorsi. Na placu boju pozostał jedynie Crysis – choć wydanie tej marki na konsole to kwestia czasu, dam sobie uciąć rękę. Wielcy branży jak Peter Monyleux, John Carmack, Will Wright czy Sid Meier już tworzą na konsole i są z tego zadowoleni. Chris Taylor i jego Hellgate: London to ostatni bastion, który pewnie niedługo padnie pod naporem lukratywnych ofert.

Idąc za ciosem należałoby wyśmiać Vistę, czyli do niedawna wielką nadzieję blacharzy. DirectX w niekompatybilnej wersji numer 10 miał pod względem grafiki wgnieść w ziemię wszystkie next gen’y razem wzięte. Tymczasem duet Windows Vista plus karta GeForce z serii 8xxx potrafi jedynie zgnieść zaciekawionych ceną takiego zestawu. Dołóżmy do tego porażkę Microsoftu związaną z „Game for Windows” oraz „Windows Live!” a otrzymamy pełen obraz klęski. Pecety tracą nawet strategie i FPSy – gatunki będące jeszcze kilka lat temu całkowicie nieznane posiadaczom konsol.

Sukcesu multiplatformy nie można nazwać renesansem grania. Wydawcy kierują się w stronę pecetów jedynie z potrzeby pokrycia strat poniesionych podczas developingu. Jeśli możemy mówić o nowej opoce to jedynie w kwestii wydatków i przychodów związanych z wirtualną rozrywką. Ewolucję rynku można podsumować stwierdzeniem, że to X360 stał się realną alternatywą dla chcących grać w gry PC. Mało pozytywna zmiana, w końcu za cenę komputera można kupić konsolę, gry i handhelda dla zabawy w drodze ku telewizorowi.

Pecety jako platforma dla gier padły niedługo po śmierci Amigi i Atari. Każdy kolejny rok poczynając od połowy poprzedniej dekady to zwycięski pochód konsol. Taka jest prawda. Czy należy rozlewać nad tym łzy? Owo odrodzenie w graniu na komputerach to ciągły regres i uproszenia w rozgrywce dyktowane wymaganiami gracza konsolowego. Szczerze powiedziawszy – wolałbym, aby pecety dalej były enklawą produkcji ambitnych i skomplikowanych.

Dodaj komentarz

Leave a Reply