Loszek Pieszczoszek

Tym tekstem pragnę otworzyć nową kategorię na moim blogu – „starocie”. A kysz nowości i gry kolejnej generacji, czasem trzeba zagłębić się w czeluście pamięci w poszukiwaniu zapomnianych hitów. Niekiedy taka przygoda może skończyć się drastyczną konfrontacją z rzeczywistością. Wiele tytułów nie przetrzymuje próby czasu… Mimo wszystko, dla tej kręcącej się w oku łezki, warto spróbować!

Dungeon Keeper to wybór nieprzypadkowy. O klasie tego tytułu nie świadczą wspomnienia, jakże grywalnych, nocnych sesji pośród potworów. Nieśmiertelne produkcje poznaje się po tym, że nawet po kilku(nastu) latach potrafią oczarować potencjalnego gracza tym samym blaskiem. Władca Lochu wlicza się do tej wybornej plejady.

Co się przez te 10 lat zmieniło? W zasadzie nic i jest to wielki komplement – Loszek nie rozczarowuje, Pieszczoszek dalej bawi jak mało co. Piksele potrafią pokaleczyć wrażliwy wzrok, ale dźwięk trzyma poziom. Na poklask zasługuje legendarny już lektor, Dungeon Keeper to pierwszy tytuł spolonizowany przez CDP a mimo upływu dekady, również i dziś zachwyca. Animacje i komentarze wywołują paraliżujący rechot… Tyle w sprawie oprawy.

Grafika dla fanów „starej szkoły” jest zazwyczaj bez znaczenia. Wszystko rozbija się o gameplay a ten jest po prostu wyborny. Sam się złapałem na tym, że zaczynając zabawę wieczorem, kończyłem ją „obudzony” rannymi promieniami słońca! Żaden sentyment tak nie działa – to kwestia przemyślanego projektu rozgrywki. Monyleux nie bez kozery nazywany jest wielkim wizjonerem. Mechanizmy rządzące Dungeonem są proste jak konstrukcja cepa: buduj, hoduj potwory, niszcz dobro! Scenariusze są oczywiście zróżnicowane, ale pomijając kilka przezabawnych dodatków, trzon zabawy zawsze jest taki sam a mimo to nieustannie bawi.

Dzieło Bull Frog nie rozczarowuje również pod względem AI. Ciężko nawet dziś znaleźć tytuł o tak perfekcyjnie działającym wyszukiwaniu ścieżek. Ewenementem są chochliki – te małe stworki radzą sobie doskonale z „automatycznym” znajdowaniem sobie zadań. Ingerencja gracza jest po prostu zbędna, tego nie ma nawet na next-gen’ach. Jestem skłonny twierdzić, że po liftingu samej oprawy, Rogaty rozpruwacz mógłby z powodzeniem zawojować (a raczej rozbebeszyć) współczesne konsole oraz pecety.

„Starocie” zaczynam mocnym przytupnięciem i okazyjnym zmiażdżeniem krzątającego się obok kurczaka. Dungeon Keeper to beczka grywalności i humoru – pokaz geniuszu jej głównego projektanta. O ile ktoś pragnie, tak jak ja, udać się w okraszoną pięknymi widokami, sentymentalną podróż – ta legenda to dobry materiał na start!

Dodaj komentarz

Leave a Reply