Battlefield 2

Poniedziałek, godzina 15:24, 87 godzin po premierze. Wejście do sklepu „nie dla idiotów”… Udało się, nikt mnie nie zatrzymał. Jestem w środku, zbliżam się do półek z grami, zostały ostatnie trzy egzemplarze. Na horyzoncie widać wrogie jednostki potencjalnie chcące przejąć cel misji. Godzina 15:28, zadanie wykonane, brak ofiar wśród cywilów a kasa napełniła się o kolejne 129 kuponów… Złotych.

W ten oto sposób w moim domu pojawiło się pudełko zawierające sequel jednej z najlepszych multiplayerowych gier FPP. Jeśli ktoś się jeszcze nie zorientował mowa tutaj oczywiście o dziecku EA oraz DICE, czyli Battlefieldzie 2. Jestem fanem tej serii, dlatego będąc regularnie karmionym obiecującymi nowinkami, pokładałem wielkie nadzieje w tym tytule. Jeśli Chcecie się, więc przekonać czy owo dziecko jest rzeczywiście genialne to kupcie… Albo po prostu przeczytajcie ten tekst do końca (co zresztą jest ewidentnie tańszym rozwiązaniem).

Początki bywają trudne. Nie chodzi mi oczywiście, że ciężko wyczekać końca instalacji (jest dość szybka, ponieważ nie trzeba żonglować CD’kami). Nie ma również o udziwnienia w rodzaju Steamu rodem z Valve. Chodzi mianowicie o system kont i statystyk oferowanym przez BF2. Początkowo nie mogłem nawet utworzyć swojego profilu. Całość ogólnie nie działa zbyt sprawnie i szybko. Cóż da się wytłumaczyć to bardzo dużą popularności tego tytułu, jednak brak ciężko zdobytych punktów doświadczenia na serwerach rankingowych potrafi zdenerwować. Czas zająć się jednak właściwą rozgrywką (o ile przetrwa się dłuuugi loading). Pierwsze rzuca się w oczy menu wyboru klas. Tym razem możemy zagrać: komandosem, mechanikiem, szturmowcem, zaopatrzeniowcem, medykiem, snajperem i granadierem. Cieszę się oczywiście z powrotu medyka, który potrafi ożywiać (lub zabijać) defibrylatorem oraz rzucać apteczki. Komandos posiada ładunki C4, mechanik naprawia pojazdy, żołnierz wsparcia (zaopatrzeniowiec) rozdaje amunicje. Najmniej finezyjną klasą jest snajper posiadający karabin wyborowy oraz szturmowiec, czyli zwykły żołdak. Autorzy dobrze dobrali klasy, widać dokładnie, że wzorowali się na ET. Najważniejsze jednak, że świetnie je zbalansowali, nikt nie pozostaje bez szans na polu walki (tylko mechanicy mają niekiedy ciężkie życie).

We wspomnianym menu znajdziemy również zakładkę drużyny, w której widzimy dowódcę i członków poszczególnych teamów. Jest to zdecydowanie największa rewolucja tej odsłony. Teraz nawet na serwerach FFA nie panuje charakterystyczny dla Battlefieldów chaos. Dowódca całego zespołu potrafi wydawać rozkazy oraz wspomagać swoich podopiecznych skanem mapy, samolotem zwiadowczym, artylerią oraz skrzynią wsparcia (amunicja i naprawa). Najciekawsze jest to, że wszystko to robimy za pomocą prostego menu i jednocześnie dalej uczestniczymy w grze! Na polu walki rozkazy wydają również dowódcy sześcioosobowych teamów. Te drastyczne zmiany wprowadzone w gameplay’u w praktyce sprawują się genialnie i jeszcze bardziej zbliżają BF’a do Enemy Territory! Inne hucznie zapowiadane przez twórców zmiany wypadają blado przy nowym teamplay’u. Pamiętacie efektywny filmik z rakietą przelatującą przez Black Howk’a? Był widowiskowy, jednak fizyka w grze nie przedstawia się już tak dobrze. Tak naprawdę widać jedynie działanie ragdolla, ale mogę być zaślepiony fajerwerkami z HL2. Wracając do wspomnianej „szmacianej-laleczki” to też nie wszystko jest jak należy, mnie osobiście powieszenie się na drabince już nie dziwi. Komiczne widoki powoduje również system kolizji, wtopiony w asfalt po kolana przeciwnik nie jest wcale taki nienaturalny. Osobiście uważam, że autorzy chcieli po prostu pokazać jak działa arabskie słońce a to się chwali!

Koniec o (nie)całkiem spełnionych obietnicach. Teraz postaram się opisać gdzie i czym będziemy walczyć. Tłem akcji w BF2 jest fikcyjny konflikt pomiędzy USA, Chinami a Arabami, rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości na terenie Bliskiego Wschodu. Jeśli chodzi o frakcje to najbardziej odróżniają się tutaj amerykańscy chłopcy. Wśród sprzętu mamy legendarne Abramsy, Cobry, Black Howki, Hammery. Wojacy natomiast walczą m.in. M14 czy M21. Pozostałe strony konfliktu opierają swoją siłę głównie na pochodnych myśli wojskowej Rosjan. Czyli T-90, Mi-17 i Ak101. Wszyscy fani uzbrojenia i pojazdów powinni być usatysfakcjonowani. Ważne jest również to, że strony są bardzo dobrze zbalansowane, nie ma tu sytuacji z BF:Vietnam gdzie siły Vietcongu były praktycznie zawsze na przegranej pozycji. Twórcy w tej kwestii naprawdę się postarali, koniec z beztroskim fragowaniem za sterami chociażby helikopterów (czuje się poszkodowany). Jeśli chodzi o mapy, są one znowu większe i… Odrobinę monotonne. Najczęściej toniemy w połaciach szarawego piasku, lub w równie szarych miasteczkach, całościowo sytuacja jest jednak lepsze niż w wspomnianym BF:V. Ważniejsze jednak, że są one przemyślane i grywalne! Każdy tu znajdzie coś dla ciebie… piechociarze, czołgiści czy zwolennicy latadeł. Ciekawym novum jest „skalowalność” map. Zmniejszana jest odpowiednio ilość spawnów i strefa walki, co wraz z systemem rozkazów sprawia, że nawet na „small” serwerach (do 16 osób) potyczki są zażarte.

Nowa odsłona Battlefielda przynosi ze sobą również nowy silnik graficzny. Nie drżyjcie jednak ze strachu, wszystko chodzi płynnie nawet na słabych konfiguracjach. Jedyną przeszkodą jest posiadana karta graficzna, niestety gra odpala się tylko na tych obsługujących Shadery 1.4, czyli GF4MX odpada (chociaż jej popularność na szczęście minęła). Co oferuje nowy engine? Standardową paletę efektów (bum-shadero-reflex-mapingi i podobne), dobre tekstury, dość szczegółowe modele wojaków i pojazdów oraz bardzo ładne mapy. Powiem szczerze, że nigdy w tej serii nie doszukiwałem się rewolucji graficznych i ta odsłona utwierdziła mnie w tym postanowieniu. Nie oznacza to oczywiście, że jest kiepsko! Nieraz siedziałem zdumiony scenami niczym z „Helikoptera w ogniu”, czyli pył, bród, smród i wybuchające hammery w tle. Odgłosy z pola walki też nie zawodzą. Bardzo dobre dźwięki wydawane przez różnorakie pojazdy i broń są standardem. Tak samo zresztą jak kwestie wypowiadane przez żołnierzy. Może nie znam chińskiego czy arabskiego, ale wszystko brzmi przekonywująco. Zawiodłem się natomiast na muzyce (która teraz przygrywa tylko w menusach, nie ma radia w pojazdach). Ale jest to wina BF:V, w końcu tamtego licencjonowanego soundtracka nie przebije absolutnie nic!

Babole i buraczki są dla wszystkich produkcji z tej serii tak naturalne, że nie wyobrażam sobie ich braku w dwójce. Tym razem twórcy również nie zawodzą. Dalej mamy po…kiełbasione hitbox’y, do których już się przyzwyczaiłem. Dalej nawala fizyka a szczególnie wspomniany wcześniej system kolizji. Nowością jest natomiast naprawdę uspierdliwa przeglądarka serwerów. Czasem znalezienie dobrego miejsca do gry zajmuje więcej czasu niż właściwy czas rozrywki. Gorsze jest to, że autorzy skazali nas na jej używanie, zewnętrzne wyszukiwarki jak ASE czy GameSpy nie działają! Najwspanialsze są w tym wszystkim próby naprawy przez DICE. Ostatni patch 1.01 sytuację rzeczywiście uzdrowił, z tym że teraz występują problemy z samym graniem. Efekt dla gracza taki, że EA oficjalnie zaleca NIE INSTALOWANIE poprawki.

Mimo tych wszystkich w sumie drobnych problemów, gra jest naprawdę bardzo dobra. Nawet pięć minut rozgrywki potrafi wynagrodzić wszystkie dłużące się męczarnie. Battlefield 2 jest produkcją, w których gameplay i teamplay potrafi wciągnąć na długie godziny. Więc jeśli macie działający komputer (nie maszynę do pisania), dobre łącze oraz lubicie multiplayerowe FPP musicie to kupić. Tylko nie zdziwcie się jak wstaniecie sprzed monitora nad ranem, nawet w beczce miodu można się utopić!

8/10

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz